opcje
Forum
drukuj
 
Idź do strony 1Idź do strony 112345Idź do strony 3Idź do strony 5
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
icond3lux:
Jakiej pierwszej czynności uczą rodzice małego Eskimosa?
-
-
-
-
-
-aby nie jadł żółtego śniegu.....:D


dobre :)

--------------

a teraz czas na tzw "rodzynki studenckie" czyli cytaty wziete z zycia z polskich uczelni. Na odstrzał UAM ale zachęcam do zapoznania sie z reszta.

http://www.joemonster.org/rodzynki.php


Drodzy Bojownicy, w Rodzynkach chcielibyśmy razem z Wami zbierać wszytkie powiedzonka, które sprawiają, że warto chodzić na wykłady i ćwiczenia. Zapisujcie więc skrupulatnie wszystkie teksty, które ubawiły Was na zajęciach i zamieszczajcie tutaj.
Rodzynki z uczelni: Uniwersytet A.Mickiewicza

Dr B. Pracownia fizyczna:
Omawiając zbudowany przez nas (niedziałający) obwód:
- Jeśli nauczyciel w szkole zbuduje obwód i mu nie działa, to ma do wyboru dwie drogi: albo mówi uczniom, że nie ma czasu na zajęciach tego doświadczenia pokazać, albo zadaje je do opracowania w domu. Dlatego też proszę na następne zajęcia przynieść opracowanie tego obwodu.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2007-01-03

Dr Migdał, Analiza Matematyczna:
- Niektórzy mają bardzo szerokie horyzonty, inni trochę węższe, a jeszcze inni mają tak małe, że mówią "to jest mój punkt widzenia".
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2007-01-03

Historia wychowania:
Pani dr z dwuznacznym uśmiechem:
- W dawnej Polsce szlachcic miał również konia, który stawał na każde jego żądanie.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał fajny33 * dodane 2006-12-12

Język arabski, prof. A.:
Mając problemy z językiem polskim (tu: z odmianą), zboczył jak zwykle "nieco" z tematu i zaczął się pytać:
- Jak się to mówi? Kobieta z Warszawy to Warszawianka, z Poznania - Poznanianka... A z Kalisza? Chyba... Kaszanka?
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał chumbaba * dodane 2006-09-13

Analiza Matematyczna dr Migdał:
Gwoli wyjaśnienia całka to wymysł matematyczny dosyć nowy (XVII wiek).
Migdał:
- Ten wzór na pole powierzchni elipsy pierwszy wyliczył Arystoteles. Bardzo mnie jednak ciekawi jak on to zrobił.
Student:
- Może całkami?
Migdał:
- Nie, całką na pewno nie mógł, bo wtedy zer nie znali to by mu sie nic nie skróciło.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2006-04-05

Wf - Zajęcia z Judo, Mgr Czesław:
Podczas pokazywania jednej z metod duszenia nogami:
- I pamiętajcie! Nie skręcamy karku przeciwnikowi! W Judo za to są punkty karne!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2006-03-22

Egzamin ustny z antropologii. Dr K.:
Egzamin trwa sobie w najlepsze... godzina 23, dwóch kolejnych gentelmanów wchodzi do "pokoju zwierzeń". Dr zadaje kolejne pytanie, aż nagle słychać dzwonek telefonu... i nasza Pani K. znika pod biurkiem. Konsternacja... Koledzy patrzą na siebie zdziwieni, aż nagle z pod stołu słychać rozmowę:
- No, niestety nie mam wolnego wieczoru... właśnie spędzam czas z dwójką młodych mężczyzn, nie przeszkadzaj prosze...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2006-03-08

Ekonometria finansowa dr M.:
Cała grupa się żali, że ciężka sesja i że jej zaliczenie jest wręcz niemożliwe bez poprawek, a wykładowca na to:
- Niemożliwe to jest dostać sraczki z głodu...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Barney69 * dodane 2006-03-08

Konwersatorium z prawa karnego:
Dr P.:
- Po raz pierwszy w mojej karierze na uczelni byłem na zwolnieniu lekarskim i muszę powiedzieć, że podobało mi się...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2006-02-01

Konwersatorium prawa międzynarodowego:
Pani dr B.:
- I przynieśli nam projekt nowej siedziby wydziału, tam był nakreślony jakiś korytarz i krzyżki... powiedzieli nam że w tym miejscu będą nasze gabinety.
Student:
- A jaki widok będzie z okna?
dr B.:
- Nie wiem, bo nie wiadomo jeszcze, gdzie będzie stał budynek...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2006-02-01

Mgr P. Z. Angielski:
Omawiając jakieś zadanie:
- W tym zdaniu większość ludzi by wstawiła ten czas, ale ostatnio większość ludzi wybrała obecnego prezydenta, więc nie ma się czym sugerować...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2006-01-25

Podstawy paleontologii, dr B.:
O małżach:
- Wyjaśniając to tak bardziej obrazowo, to mięśnie otwierające i zamykające muszle działają podobnie jak guma od gaci. Naciąga się, a później strzela.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał matthaios * dodane 2005-12-07

Analiza Matematycza, Dr M.:
Rozwiązując jakieś zadanie:
- No i tutaj potrzebujemy takiego twierdzenia. Ja je jeszcze omówie na wykładzie, ale już nie pamiętam, albo je udowodnię, albo powiem, że jest oczywiste.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2005-11-16

Podstawy chemii, prof. Ł.:
Psor zaczyna omawiać układ okresowy:
- Teraz uważajcie, to wcale takie łatwe nie jest...
- Panie profesorze, położył pan układ na rzutniku dołem do góry
- A faktycznie... Mówiłem, że to nie takie łatwe...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał bbirdy * dodane 2005-11-09

Analiza Matematyczna, dr M.:
Rozpoczynając pierwszy wykład na I roku:
- Bo wiedzą państwo, z matematyką jest tak jak ze mną: są rzeczy które widać i których nie widać. Widać to, że jestem garbaty, nie widać natomiast tego, że jestem głuchy.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał laska * dodane 2005-10-31

Prawo administracyjne:
Prof. J. omawiając przypadek nadania dziewczynce imienia Antena...
- A to dlatego, że ojciec był krótkofalowcem i najważniejszą rzeczą w jego życiu była krótkofalówka, której bardzo ważną częścią jest właśnie antena...Pomyślcie jakby był hydraulikiem i nadał córce imię Rura!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-10-19

Ćwiczenia z prawa administracyjnego:
Dyskusja na temat art. 3 ust. 2 ustawy prawo o zgromadzeniach (uczestnicy zgromadzeń nie mogą na nie wnosić broni ani innych niebezpiecznych narzędzi). Dr B.:
- No i jestem myśliwym to w dniu św. Huberta nie mogę wziąć udziału w zgromadzeniu niosąc strzelbę, mogę co najwyżej pokazać moje poroże...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-10-19

Prawo administracyjne:
Wykład z profesorem J.:
- Nasze spotkanie składać się będzie z 3 części... z pierwszej, drugiej i trzeciej.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-10-12

Prawo administracyjne:
Pierwszy wykład, pełna sala. Prof. J.:
- Nie wiedzialem, że mam tylu idoli... nie to ja jestem idol!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-10-12

Prawo administracyjne:
Prof. J.:
- Ja sobie nawet nie mogę wyobrazić, co ludzie, studenci potrafią wymysleć... o taki przykład co mi utkwił w pamięci. Pytanie na egzaminie w 2000 roku uprawnienia wójta... odpowiedź studenta: " Wójt kieruje siłami zbrojnymi PRL-u"...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-10-12

Prawo administracyjne:
Prof. J.:
- Nie wierzcie wykładowcom, którzy mówią, że są najważniejsi. Po prostu najważniejszy to jestem ja!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-10-12

Prawo finansowe, dr Ryszard S.:
Stoję przy tablicy i wyprowadzam z wzorów kwotę należnego podatku dla jakiegoś zawiłego kazusu. Wszystko dobrze, dr S. zadowolony z narracji. Siedząc w ławkach rzuca mi jeszcze jedno pytanie na odchodne:
- A może mi pan powiedzieć kiedy skończy się wszechświat?
Zbił mnie trochę z tropu, ale nie za bardzo, bo czytałem ostatniego Focusa Wink, więc mu odpowiadam, że dopiero za ok 16 mld lat da się stwierdzić czy wszechświat się zapada, ale tego raczej nie dożyjemy bo za ok. 5 mld lat słońce nas zniszczy. On na to:
- Wszechwiedza, cecha wykładowcy. Serdecznie zapraszam pana do siebie na magisterkę.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Velocet * dodane 2005-07-04

Dr M.:
Panna dr M. omawiając rolę samców u pewnego gatunku zwierząt:
- Mężczyźni to ewolucyjna czkawka!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Anzaf * dodane 2005-04-10

Dr O.:
- Rozmnażanie to dla ludzi temat ciekawy, chociaż staramy sie tego nie okazywać, bo nie wypada...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Anzaf * dodane 2005-03-17

Ćwiczenia z ekonomii, kierunek prawo:
dr hab. K.:
- To jest ta książka, którą będziemy się podniecać na zajęciach.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-03-09

Ćwiczenia z ekonomii, kierunek prawo:
Dr hab. K.:
- Nie mam pana na liście
Student:
- Byłem na ostatnich zajęciach
Dr:
- Pod tym samym nazwiskiem?
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-03-04

Historia prawa sądowego, kierunek prawo:
Pani prof. B.:
- W okresie Rzeczypospolitej szlacheckiej zabójca mógł zawrzeć ugodę z ofiarą.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-02-23

Ekonomia, kierunek prawo:
Pani dr M.:
- Cały rynek kosmetyków opiera sie na nadziei kobiet, że mogą być ładniejsze.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2005-02-23

Historia Anglii i USA - wyklad dr J.:
Pan dr, niezwykle dystyngowany gość, bardzo poważny i w ogóle, przytacza nam fakty związane z przybyciem na ląd amerykański białego człowieka. Rzuca więc jakimiś nazwami łacińskimi:
- I wtedy, jak się przypuszcza, pojawił się ...
Wszyscy patrzą na siebie, bo raczej mieliśmy mgliste pojęcie co to oznacza.
- ... czyli poprostu biały człowiek.
- To nie można było tak od razu - "biały czlowiek"? - pytam pana doktora
A on z uśmiechem od ucha do ucha na twarzy:
- Nie widzi pan, że chcę zabłysnąć?!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Bajkowy * dodane 2005-02-01

Analiza Matem., wykład:
Prof. X., na wykładzie po powrocie z konferencji w Chinach, przywiózł jakieś charakterystyczne tamtejsze buty i chciał je nam pokazać. Wędrowały po auli od studenta do studenta, w końcu ktoś je odstawił na krawędzi ławki. Po dłuższym czasie Profesor odzywa się:
- Jak ktoś wejdzie, to pomyśli, że X. sprzedaje buty.
I zabiera je na katedrę. Po chwili dodaje:
- Ale one śmierdzą tym klejem, nie? Jakiś butapren czy inne diabelstwo...
I znów po chwili:
- A studenci mogą pomyśleć, że to od moich nóg śmierdzą, nie od kleju...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał froggy * dodane 2005-01-27

Algorytmów i Struktury Danych, prof. P:
Wykład, profesor ma w zwyczaju mieć włączoną komórkę co stwarza często zabawne sytuacje:
Dzwoni telefon, prof:
- O pewnie prezydent dzwoni, albo ktoś z komisji śledczej - sprawdza kto dzwoni - a nie to żona. Jak myślicie odebrać?
Z sali:
- Jak żona to tak.
Krótka rozmowa z żoną.
- Żona mówi że nam, kosz ukradli, a taki był ładny, zielony.
Pare minut później kolejny telefon, profesor odbiera:
- Tak.
- ....
- Tak. Wiem że nam kosz ukradli.
- ...
- Do zobaczenia
Odkłada słuchawkę i mówi do sali - córka. Mówi że nam kosz ukradli. Kilka minut mija, kolejny telefon, Prof:
- Oho, pewnie policja, kosz odnaleźli i pytają gdzie przywieść.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał UmpA * dodane 2005-01-27

Język angielski:
Lektor, dygresja na temat jakiejś książki:
- Ale, tam nie może być nic mądrego. Nie dość, że kobieta pisała to jeszcze murzynka.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał UmpA * dodane 2005-01-27

Prof. G.:
- Mamy do czynienia z trwałymi anomaliami. W związku z czym, nie nazywamy ich już anomaliami, tylko regułami...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Anzaf * dodane 2005-01-18

Zastępstwo na Analizie Matem., wykład:
Profesor udowadnia jedno z twierdzeń o granicach, w pewnym momencie komentuje:
- No i nic się nie stało. Odjąłem i dodałem tyle samo. Jak minister Hausner.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał froggy * dodane 2005-01-08

Zastępstwo na Analizie Matem., wykład:
Profesor brnie dalej z dowodem już z kwadrans. W pewnym momencie przerywa, odwraca się do studentów i komentuje:
- No, to były tak zwane gry wstępne...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał froggy * dodane 2005-01-08

Wykład ze Wstępu do Algorytmów:
Profesor wyjaśnia, jak można nazywać zmienne:
- Zmienną możecie nazwać jak tylko zapragniecie. Tylko musicie uważać, żeby przy tym nie urazić jakiegoś polityka - później taki A. powie, że B. powiedział, że C. jest D. i zaraz będą się znowu procesowac...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał froggy * dodane 2005-01-08

Historia sztuki starożytnej Los Vujevos:
- I proszę zwrócić uwagę na ten niezwykły element zdobniczy zmarłego, w którym przechowywano pierwociny plonów...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał anique_k * dodane 2005-01-07

Laborka na biologii:
Chodziło o podobieństwa i różnice w ślinie zwierząt różnego rzędu (gadów, płazów, ssaków). Przed przerwą, po oględzinach preparatu ze śliny orangutana, czy szympansa prowadzący zajęcia poprosił studentów o przygotowanie preparatów z własnej śliny. Dwóch osobników wzięło preparat koleżanki i w ubikacji podmienili go na próbkę "owocu swego uniesienia". Po przerwie dziewcze woła wykładowcę mówiąc, że ona struktur pierścieniowych nie widzi. Wykładowca zagląda w jej mikroskop i widzi pląsające plemniki. Zachował jednak spokój i rzecze:
- Oj ale Pani to chyba dzisiaj zębów nie myła.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał maxactive * dodane 2004-12-30

Politologia egzamin ustny u prof S.:
Po wysłuchaniu odpowiedzi studenta podnosi oczy znad notatek, które czytał, zsuwa okulary na czubek nosa i rzecze:
- Efendi, gdyby głupota miała skrzydła, to byś mi przez to okno jak gołąb wyfrunął.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał maxactive * dodane 2004-12-30

Historia prawa publicznego, prawo:
Zajęcia przedświąteczne, padają kolejne naprawdę genialne dygresje. Temat ćwiczeń nagle schodzi na św. Mikołaja. Dr zaczyna udowadniać, że św. Mikołaj móglby być masonem. Na tablicy rysuje czapkę Mikołaja, spogląda na nią przez chwilę krytycznym okiem i mówi:
- Kurde, na co ja robiłem doktorat, skoro nawet czapki nie umiem narysować?!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-21

Historia prawa publicznego, prawo:
Dr Stan:
- I pamiętajcie, lepiej mieć ambasadę w Czadzie niż czad w ambasadzie!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-21

Prawo rzymskie, wykład:
Rozpoczynamy na wykładzie omawianie rodzajów odpowiedzialności w prawie rzymskim.
prof. D.:
- A teraz wyobraźcie sobie, że zjedliście banana i skórke chcieliście wyrzucić do kosza, ale przez przypadek spadła ona obok. Ktoś przechodził obok i poślizgnął się na niej przypadkowo... zabił się, zostawił żonę, czworo dzieci...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-16

Prawoznawstwo, prawo:
Pierwsze ćwiczenia w jednej z grup.
Prowadzący:
- Wybraliscie państwo te studia, bo myśleliście ze będziecie bogaci, będziecie spędzać wakacje w egzotycznych krajach i będziecie jeździć super samochodami... Tak, będziecie. Musicie przemęczyć się jeszcze tylko kilka lat...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-16

Prawo, logika:
Dr S. wchodzi na salę z plastikowym kubeczkiem z herbatą i zaczyna ćwiczenia. W trakcie swoich wywodów regularnie popija herbatę, a gdy ta się kończy obgryza kubeczek... W pewnej chwili przerywa, spogląda na obgryziony kubeczek i mówi:
- Ojej... Kubeczek sie skończył! Przerwa!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-13

Wyklad na wydziale prawo;):
Wpada zdyszany profesor do sławnej sali numer XVII (swieżo po remoncie, pelno nowinek technicznych i dwie tablice - tradycyjna i biała). Nie zastanawiając się chwyta pisak przeznaczony do pisania na białej tablicy i probuje pisać na tradycyjnej...
Sala:
- Panie profesorze! Stop! Na tej tablicy pisze się kredą!
Profesor mocno zdezorientowany chwyta kredę i zaczyna nią pisać bo białej tablicy...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-10

Wykład z prawoznawstwa:
Wykłady odbywają się w swieżo wyremontowanej sali, w której zainstalowano nowoczesny sprzęt. Mimo licznych przeszkoleń nadal bywają problem nawet z uruchomieniem mikrofonu.
Pani profesor:
- Chyba mocno wam słońce tu świeci, zaraz zasłonię okno...
Kilka puknięć w pulpit i zjeżdzają żaluzje z jednej strony i...
- A czemu ten ekran sie rozwinął???!!!!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-10

Wykład z logiki, prawo:
Jak zwykle pół sali pustej, reszta przysypia albo śledzi tekst z książki autorstwa profesora P. W pewnej chwili do wszystkich dochodzi głośniejszy szpet... Profesor odwraca się do sali i namierza dwóch gadających studentów. Mówi do jednego z nich
- Czy kolega panu płaci za to, że pan mówi?
- Nie...
- Jak pan gada za darmo, to jest pan głupi i nie nadaje się na prawnika!
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-10

Ćwiczenia z logiki, prawo:
Dr S.:
- Nazywam sie S..., M... czyli M... S... W zasadzie to chyba na jedno wychodzi...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-10

Ćwiczenia z logiki, prawo:
Dr S. siedzi i coś tłumaczy studentom. Po chwili zakłada nogę na nogę i kontynuuje swój wywód. Nagle chcąc coś zapisać na tablicy łapie kredę leżącą na ławce i próbuje wstać... Leci jak długi na ziemię. Cała sala wstrzymuje oddech, bo sytuacja dosyć niezręczna... a on...
- Mogliście mi powiedzieć, że założyłem nogę na nogę...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał wojtek19 * dodane 2004-12-10

Statystyka, dr H.:
Pan doktor jest bardzo sympatyczny, ale wykładowca z niego kiepski. Na zajęcia chodziło się żeby usłyszeć kwiatki tego typu:
- Prosze Państwa... Ponieważ za tydzień wykład się nie odbędzie, to dzisiejszy wykład sobie skrócimy.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Piciu30 * dodane 2004-11-17

Laborka z chemii fizycznej:
Zajęcia miałyśmy (ja plus koleżanka) z niejaką panią doktor - najdelikatniejsze określenie - czepia się i z lubością udowadnia, że z IQ student posiada tylko kreskę ułamkową (w końcu to iloraz. Łaskawie stwierdziła, że nadajemy się do wykonania ćwiczenia, choć zastrzeżenia miała dość poważne w stosunku do mojej koleżanki, ale udało się ją jakoś ubłagać, żeby K. zostawiła:
- Dobrze, w takim razie - pani niech przygotuje spektrometr, a pani K. niech umyje probówki, bo tylko do tego sie nadaje...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał sunmoon * dodane 2004-11-10

Laborka z chemii fizycznej:
Zajęcia wyglądały tak: przemaglowanie totalne, wahanie prowadzącego - dopuścić czy nie dopuścić, łaskawe przyzwolenie wykonania ćwiczenia, następnie przygotowanie aparatury, sprzętu, obwodu - w zalezności co się robiło, wykonanie ćwiczenia, zebranie pomiarów, analiza statystyczna, obróbka wyników i wnioski i oddanie protokołu i znowu łaskawcze - zaliczone albo i nie.
Tym razem ćwiczenie było z panem mgr, który był w miarę normalny i do ćwiczeń dopuszczał:
- Dobrze... proszę, żeby panie przygotowały obwód.
Obwód "przygotwałyśmy" i przyszedł mgr:
- Tak... a teraz poczekamy...
- Na co proszę pana?
- Na piorun, bo tu za cholerę prąd nie popłynie
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał sunmoon * dodane 2004-11-10

Chemia nieorganiczna:
Kolokwium przedświąteczne, wszyscy drżą, bo prowadzący dr D rudawy i ciętawy... pytanie - jedno - na zaliczenie... padło w końcu:
- Dlaczego gwiazdki śniegu mają 6 ramion a nie 5 - wytłumacz zjawisko potwierdzając odpowiednią, może być dowolną i własną teorią...
Byli tacy, co nie zaliczyli....
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał sunmoon * dodane 2004-11-10

Geometria wykreślna, doktor J.:
Prowadzący:
- ...no i na egzaminie, jak będziecie rysować to się o włos nie możecie pomylić - i z uśmieszkiem - o grubość a nie długośc oczywiście.
Po czym z jeszcze większym bananem na ustach dodał:
- Ale nie martwcie się, ja i tak sprawdzam metodą stołową - rzucam do góry i te prace które spadną na stół dostają zaliczenie, hehehe.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał areq * dodane 2004-11-08

Wstęp do informatyki:
Wykładowca w trakcie wątku o liczbach:
- Liczby są rodzaju żeńskiego, dlatego miewają okres.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał halski * dodane 2004-11-07

Profesor S.:
- Uwaga!!! Teraz będzie coś trudnego. Panów proszę o uwagę. Panie mogą dalej rozmawiać, bo i tak nie zrozumieją.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał macioszek * dodane 2004-11-06

Prof. Felek:
- Jak wiadomo, kiedy rolnik pole orze, to nie patrzy się na morze. I dlatego polska gospodarka morska nie istnieje...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał macioszek * dodane 2004-11-06

Dr.O.:
Pod koniec wykladu:
- Powinniśmy robić to, co nam natura karze. Idźcie i to róbcie.
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał Anzaf * dodane 2004-11-06

Dr Z.:
Jeden z nudnych wykładów. Dr Z sam chyba zorientował się, że przynudza. przerywa wykład i mówi patrząc na mikrofon:
- Zawsze chciałem zostać śpiewakiem estradowym....
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał kenya * dodane 2004-11-01

Dr Z.:
Egzamin ustny z myśli politycznej. Wychodzi laseczka: blondi, ubrana na różowo. pod drzwiami doktora głośno mówi:
- Ten alfons wstawił mi pałę!!!
Wychodzi dr Z. bierze indeks różowej, wpisuje dst i mówi:
- Każdy alfons dba o swoje panienki....
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał kenya * dodane 2004-11-01

Dr Z.:
Ćwiczenia z historii mysli politycznej.
Dr Z. bardzo nie lubi, jak ktoś się spóźnia. Po 15 minutach otwierają się drzwi. Wchodzi zasapany kumpel i od drzwi nawijka:
- Bardzo przepraszam, ale zasiedziałem się w bibliotece.
- Tak? A czego pan tam szukał? - pyta dr Z.
- Czytałem dzieła Sokratesa...
- I gdzie je pan znalazł? W naszej bibliotece?
- Tak, właśnie w naszej bibliotece!
- To gratuluję, jest pan pierwszym człowiekiem na ziemi, który znalazł dzieła Sokratesa...
Uniwersytet A.Mickiewicza * nadesłał kenya * dodane 2004-11-01
2011-09-25 17:06
d3lux
Postów:
Dlaczego Jasiu nie płakał gdy spadł z rowerka?
-
-
-
-
-
-
-
ponieważ kierownica przebiła mu płuco.....:P
2011-09-25 20:25
mały_miszcz
Postów:
Ja mam mocny dowcip.


Co mówi batman do robina, gdy chce aby ten wsiadł do batmobilu?









































Wsiadaj Robin!
2011-09-25 21:21
WSL
Moderator
Postów:
Genialne :w00t:
2011-09-26 08:20
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
W pewnej wiosce mieszkał sobie gospodarz, który miał kurnik. Co noc do tego kurnika przychodził sprytny lisek i pożerał jedną kurę, albo koguta - zależy na co miał chrapkę. I tak to trwało miesiącami, aż pewnego dnia gospodarz schwytał liska i zapytał:
-Czy to ty wyjadasz stopniowo mój drób?
Na co sprytny lisek odpowiedział:
-Nie!
A tak naprawdę, to był on :)
2011-09-26 08:28
oyasumi
Postów:
Druga Wojna Światowa, konflikt Polsko-Niemiecki. Ogromne okopy. Z jednej strony Polacy, zaś z drugiej Niemcy. Walka stanęła w kropce, ponieważ nikt nie chciał się wychylić z dobrze usytuowanej pozycji. Polacy wpadli na pomysł, że będą wykrzykiwać najbardziej znane niemieckie imię. Zmówili się, że będzie to Hans. Tak więc uczynili;
-Hans! Jesteś tam?
-Ja?
Zastrzelili niemca, ktory się wychylił. Spróbowali jeszcze raz;
-Hans! Jesteśtam?
-Ja?
Kolejny raz ustrzelili niemieckiego żołnierza/ Polacy obrali tą taktykę i po niespełna kilku godzinach szala zwycięstwa przechylała się na strone Polską. Niemcy zaczeli się niepokoic, że przegrają więc postanowili zastosować taką samą taktykę jak Polacy. Tylko nie mogli długo się porozumieć jakie imię w Polsce jest najbardziej znane. Doszli do wniosku, że jest to Stachu. Więc spróbowali:
-Stachu! Jesteś tam?
-Nie. Stacha nie ma. To ty Hans?
-Ja?
i strzał.

##
przypomniałmi sięjeszcze jeden:

Ukradł facet krzesło i poszedł siedzieć.

## ten troszkę chamski

Dlaczego kobieta ma dwa zwoje mózgowe więcej niż koń?
Aby nie pija wody zwiadra jak myje podłoge.
[Ostatnio edytowany przez oyasumi, 2011-09-26 13:53]
2011-09-26 13:46
mały_miszcz
Postów:
To jest jeszcze mało chamski.


Co robi kobieta w przedpokoju?
- Ma za długi łańcuch :D
2011-09-26 15:11
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
iconmały_miszcz:
To jest jeszcze mało chamski.


Co robi kobieta w przedpokoju?
- Ma za długi łańcuch :D


a oto pełna wersja kawału :D

Przyszedł kolega do kolegi, usiedli w pokoju. Po pewnym czasie gość pyta:
- Ej, Staszek... A gdzie jest twoja żona?
- W łazience... Wiesz, sprząta, zamiata...
- Acha...
Mija 30 minut, i gość mówi:
- A teraz twoja żona poszła do kuchni, co ona tam tyle czasu robi?
- A wiesz... sprząta, gotuje ...
- Acha...
Mija kolejne 30 minut..
- A teraz twoja żona poszła do pokoju, co ona tam robi?
- O cholera za długi łańcuch dałem

-----------

Miś prowadził sklep w Tatrach. Przychodzi do niego zajączek i prosi chleb z górnej półki. Wściekły miś przystawia drabinę i zdejmuje ten chleb. Następnego dnia historia się powtarza, więc trzeciego dnia miś, widząc zajączka, już sam wszedł na drabinę, a ten mówi: – Poproszę masło z dolnej półki.

----------

Scena w ZOO: – Kiedy będzie pan karmił małpy?
– A co? Już pani jest głodna?

------------

Przychodzi mama Jasia do biura pośrednictwa pracy, żeby synowi robotę jaką załatwić:
- Pani, nie byłoby dla Jasia jakieś roboty, bo pije chłopak i pije...
- A co Jasiu potrafi?> > >> > >>> - No murować umie, podstawówkę skończył...
- A to mamy: murarz, 4000 na rękę...
- Pani kochana! Toć przecież Jasiu cały czas będzie chodził pijany, jak tyle pieniędzy zarobi... A za mniej coś nie ma?
- No jest jeszcze - pomocnik murarza, 3000 na rękę ....
- No ale 3000? To przecież będzie pił i pił... A tak za 600-700 złotych to coś by się nie znalazło?
- 600-700... Hmmm... To by Jasio musiał studia skończyć....

--------------

Angielscy naukowcy wymyślili super sejf, który wyprobowali na najlepszych złodziejach z Niemiec,Holandii i Polski.Mieli oni na to 30 sekund i wtedy zapali oni światło a jeśli się komuś by udało zabiera kosztowności zawarte w sejfie.
-Niemcy po 30s stwierdzili ze nie możliwe jest otwarcie tego sejfu...
-Holendrzy byli załamani i nie potrafili go otworzyc.
-Ostatni byli Polacy. Po 30sek zapalono światło ale nic...ciemno.Ponownie sprobowano ale nic...Nagle usłyszano głos:"Ej Jarek, po co ci ta żarówka przecież mamy tyle biżuterii i złota...

-----------

Ksiądz Rydzyk idzie ulicą, nagle zauważa panienkę-tirówkę, stojącą przy drodze. Podbiega do niej i zdegustowany krzyczy:
- Ty cudzołożnico! Wracaj szybko do domu!
- Ależ Ojcze Dyrektorze! Ja od każdego klienta połowę pieniędzy wpłacam na konto Twojego radia!
- Aha. To stań tam, bo jest większy ruch.

-----------------

Idzie ksiądz przez pustynię i napotkał głodnego lwa. Pada na ziemię i zaczyna się modlić:
- Boże, spraw, aby to stworzenie miało choć trochę chrześcijańskich uczuć!
Lew nagle klęka i również zaczyna się modlić. Ksiądz woła:
- Dzięki Ci, Panie!
Lew na to:
- Pobłogosław Panie ten posiłek...

----------------

Listonosz odchodzi na emeryturę. Mieszkańcy jego rewiru postanowili go pożegnać, każdy ma swój własny pomysł.
Przychodzi do pierwszego domu, a tam otwiera facet, który bierze listy i wręcza mu czek na 200zł.
W drugim domu dostaje pudelko kubańskich cygar, w trzecim butelkę dobrej whisky.
Przychodzi do czwartego, otwiera mu odziana skąpo, ponętna blondynka. Patrzy na niego kocim wzrokiem i zaciąga do sypialni. Jeden, dwa; pięć orgazmów. Po wszystkim kobieta przygotowuje mu wspaniałe danie. Na sam koniec podaje mu kawę i banknot dziesięciozłotowy. Facet z lekka zblazowany drapie się po głowie.
- To co pani dla mnie zrobiła było wspaniałe, ale po co mi te dziesięć złotych?
- Zastanawiałam się co panu dać w związku z odejściem na emeryture. W końcu mąż mi doradził: "Wal go - daj mu dychę!"... a kawę sama wymyśliłam :lol:

----------------

Pijany student polibudy wraca do swego pokoju i widzi, że na jego łóżku leży pijana i
zarzygana dziewczyna. Szybkie dochodzenie wśród sąsiadów wykazało, że nie jest to dziewczyna żadnego z nich. W związku z tym student rzucił z triumfem: "to ja sobie ją umyję i będzie moja;p

------------

Po nocy poślubnej żona do męża:
-Stasiek, idź kup 5 kajzerek
Facet troszkę roztrzepany nie do końca wiedział jak ma to zrobić
- A jak ja mam to kupić
- Hmm... powiedz że chcesz tyle kajzerek ile razy w nocy uprawialiśmy sex
No i gościu poszedł do sklepu i mówi :
- Poproszę 5 kajzerek! Albo NIE, NIE! 3 kajzerki, jednego loda i kakao
[Ostatnio edytowany przez Przyjaciel_wiosny, 2011-10-18 19:35]
2011-09-27 07:01
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
A teraz abstrakcje ;D

Dowcipy o Stirlitzu

Stirlitz jechał nocą swoim służbowym czarnym Mercedesem. W pewnym momencie zobaczył w światłach reflektorów Kaltenbrunnera, dającego rozpaczliwe znaki na poboczu drogi. Stirlitz z kamienna twarzą pojechał dalej. Nie minęło pół godziny, a Stirlitz znowu zobaczył Kaltenbrunnera stojącego obok drogi i rozpaczliwie wymachującego rękami. Stirlitz udał, że nie widzi, i pojechał dalej. Znowu minęło pół godziny i Stirlitz znowu ujrzał Kaltenbrunnera, stojącego na poboczu i wzywającego pomocy.
Ta prosta obserwacja ostatecznie utwierdziła Stirlitza w przekonaniu, że poruszał się obwodnicą berlińską.

Uciekają Klos i Stirlitz przed Niemcami. Wpadają w ciemną uliczkę, z której nie ma wyjścia. Klos zdążył się schować do śmietnika a Stirlitza złapali Niemcy. Kiedy go prowadzili i przechodzili obok śmietnika, Stirlitz kopnął śmietnik i powiedział:
- Klos, wyłaź. Złapali nas!

Idzie sobie Stirlitz lasem, i nagle słyszy za sobą: szur, szur, szur.
-To chyba żaba - pomyślał Stirlitz
-Tak, to ja - pomyślała żaba.

Stirlitz jesteście Żydem! - stwierdził nagle Müller, gdy standartenfurer opuszczał jego gabinet.
- Nieprawda, jestem uczciwym Rosjaninem - dumnie odparł Stirlitz.

- Stirlitz jakiego koloru mam majtki? - spytał Müller.
- Czerwone w białe grochy.
- Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziała tylko rosyjska pianistka!
- Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.

Zimny ranek. Stirlitz budzi się z ciężką głową na łóżku w celi więziennej i absolutnie nie może sobie przypomnieć, w jakim kraju aktualnie się znajduje:
- Poczekam, aż ktoś się zjawi - myśli. - Jak będzie w czarnym, to jest esesmanem, a to oznacza, że jestem wśród hitlerowców, jeżeli zaś w zielonym - to jest NKWD-zista, więc jestem nareszcie u swoich.
Drzwi się otwierają i wchodzi facet w szarym mundurku:
- Ależcie się wczoraj urżnęli, towarzyszu Tichonow! W drobny mak! I nie wstyd wam? A jeszcze aktor!
(Konieczne wytłumaczenie:
szary - kolor radzieckich milicjantów,
Tichonow - nazwisko aktora, który grał Stirlitza,
cela - to niewątpliwie izba wytrzeźwień).

- Wpadliście Stirlitz - rzekł Müller - Pański paszport śmierdzi rosyjską wódką.
- Nie wiem dlaczego ... Może jak Kaltenbrunner stawiał pieczątkę, zbyt głęboko oddychał?

- Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Müller.
- Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.

- W kancelarii Rzeszy pojawił się sowiecki szpieg - stwierdził Himmler głęboko wpatrując się w oczy Müllera.
- Wiem, to Stirlitz - odpowiedział Müller z zimna krwią.
- Dlaczego go wiec nie aresztujesz???
- Nie ma sensu. I tak się wykręci.

„Gratulujemy urodzenia syna” - przeczytał Stirlitz zaszyfrowaną depeszę. Rozczulił się.
Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...

Müller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu się w oczy ogrom pustych butelek po mocnych alkoholach. Na łożu w towarzystwie trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Müller podszedł do stołu.
Tam w kałużach rozlanej wódki zmieszanej z popiołem od papierosów, leżała depesza w języku rosyjskim: „Zadanie wykonane! Spocznij!”
- Spóźniłem się - pomyślał Müller.

Wróciwszy do swego gabinetu Müller zauważył, jak Stirlitz w podejrzany sposób kręci się w pobliżu sejfu.
- Co tu robicie Stirlitz? - srogo zapytał.
- Czekam na tramwaj - odpowiedział Stirlitz.
- W porządku! - rzucił Müller wychodząc.
Na korytarzu pomyślał:
- Jakiż u diabla może być tramwaj w moim gabinecie...
Zawrócił. Ostrożnie zajrzał do gabinetu. Stirlitza nie było.
- Pewnie już odjechał - pomyślał Müller.

Stirlitz zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyną. Kot wyrwał się, przebiegł kilka metrów i upadł.
- Benzyna się skończyła - pomyślał Stirlitz.

Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
- Bormann - pomyślał Stirlitz.
- Ja - pomyślał Bormann.

Stirlitz ukradkiem karmił niemieckie dzieci.
Od ukradka dzieci puchły i umierały.

Naprzeciw Stirlitza szły trzy umalowane kobiety.
- Prostytutki - pomyślał Stirlitz.
- Pułkownik Isajew - pomyślały prostytutki.

W kawiarni „Elefant” Stirlitz miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety żadnego znaku rozpoznawczego.
Na szczęście łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.

Gdy Stirlitz szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie społecznym.
- Wpadłem - pomyślał.
Skierował się w kierunku gabinetu Müllera.
- Gratuluję poczucia humoru - powiedział - Tak, jestem agentem sowieckim!
- Dobra, dobra Stirlitz ... Odmaszerować!
Po chwili Müller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
- Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby się wykręcić od roboty...

Dom Stirlitza okrążyli gestapowcy.
- Otwieraj! - krzyknął Müller.
- Stirlitza nie ma w domu! - powiedział Stirlitz.
Odjechali. W ten oto sprytny sposób Stirlitz już piąty raz przechytrzył gestapo.

Podczas ważnej narady w gabinecie Hitlera nagle otworzyły się drzwi. Wbiegł przez nie mężczyzna z bukietem kwiatów, które położył na stole. Następnie sprawnie otworzył sejf, sfotografował wszystkie dokumenty, odłożył na miejsce i wyszedł.
- Kto to był? - spytał zaskoczony Hitler.
- Sowiecki szpieg Isajew - odpowiedział Bormann.
- Dlaczego go więc nie aresztujesz???
- I tak udowodni, że kwiaty przyniósł...

Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

Stirlitz przechodząc korytarzem, jakby od niechcenia pchnął drzwi gabinetu Bormanna. Drzwi ani drgnęły. Stirlitz zatrzymał się, rozejrzał i pchnął mocniej. Bez skutku.
- Pewnie zamknięte - pomyślał Stirlitz.

Podczas uroczystej akademii w dniu urodzin Hitlera dostarczono Stirlitzowi na sale depeszę.
„Stirlitz jesteście zwykłą dupą!” - mogły odczytać zbyt ciekawe oczy.
Ale tylko Stirlitz wiedział, że właśnie tego dnia otrzymał tytuł Bohatera Związku Sowieckiego.

Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno.
Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka - znak wpadki.

Stirlitz szedł ulica, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
- To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i zauważył że nikogo nie ma. Podszedł do sejfu i pociągnął za uchwyt, żeby się tylko przekonać że się nie otworzy. Po upewnieniu się, że jest sam wyciągnął broń i wystrzelił; sejf znów się nie otworzył. Następnie położył granat ręczny pod sejfem i usunął zawleczkę. Gdy dym opadł, Stirlitz jeszcze raz spróbował otworzyć sejf. I znów bez powodzenia.
„Hmmmm ...”, doświadczony oficer wywiadu wreszcie wywnioskował: „Musi być zamknięty”.

Stirlitz siedział w swoim biurze w Reichstagu, gdy radio doniosło:
„Stirlitz to ostatnia dupa!”.
Nikt nic nie zrozumiał, tylko Sowieckiemu szpiegowi szczęka opadła. Było to słowo kodowe, jak zrozumiał, oznaczające, że został w ten sposób odznaczony tytułem Bohatera Związku Radzieckiego.

Stirlitz szedł przez Reichstag pijany w trzy dupy i w rozchełstanym mundurze. Dziś, 23 lutego, w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy radziecki oficer.

Stirlitz wszedł do gabinetu Müllera i rzekł:
- Herr Müller, czy chciałby pan pracować jako agent radzieckiego wywiadu? Dobrze płacą.
Müller zszokowany, podrywa się ze złością, potem przypatruje się podejrzliwie Stirlitzowi. Stirlitz zaczyna wychodzić, ale zatrzymuje się i pyta:
- Gruppenfuhrer, czy ma pan aspirynę?
Stirlitz wiedział, że ludzie zawsze pamiętają tylko koniec konwersacji.

Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna coś podejrzewać.

Doniczka spadła z okna tajnego lokalu i rozbiła się prosto na głowie Stirlitza.
To był znak, ze jego żona właśnie powiła mu syna.
Stirlitz otarł łzę. Nie było go przecież w domu już od siedmiu lat.

W dniu Święta Majowego Stirlitz założył czapkę czerwonoarmisty, chwycił czerwony sztandar i przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy śpiewając międzynarodówkę i inne rewolucyjne pieśni.
Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki.

Stirlitz rano podczas golenia spogląda w swoje odbicie w lustrze.
- Stirlitz - pomyślał Stirlitz.
- Stirlitz - pomyślało lustro.

Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Patrząc prosto w oczy Bormanna wykonuje jakieś dziwne gesty. W końcu mówi:
- Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann spojrzał na przybysza z wyraźnym niesmakiem:
- Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej - odpowiada.

Stirlitz chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały czerwone gacie.
W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 Maja.

Telegram: Stirlitz, jeśli nie zapłacicie za energię elektryczną, wyłączymy wam radio.

Stirlitz na popijawie u Müllera mocno przeholował. Następnego dnia, żeby rozwiać wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
- Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim agentem?
- Nie - przyznał Müller.
Stirlitz odetchnął z ulgą.

Hitler dzwoni do Stalina:
- Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
- Zaraz wyjaśnię.
Stalin dzwoni do Stirlitza:
- Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
- Tak jest, towarzyszu Stalin.
- Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!

Stirlitz wszedł do kawiarni „Elefant”.
- To Stirlitz. Zaraz tu będzie zadyma - Powiedział jeden z siedzących przy stole.
Stirlitz spokojnie wypił kawę i wyszedł.
- Nie, - odpowiedział drugi - to nie był Stirlitz.
- Jak to nie!? To Stirlitz!!! - krzyknął trzeci.
Zaczęła się zadyma.

Stirlitz z Plejshnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej operacji. Nagle padł strzał i Plejshner z jękiem osunął się na ziemię. Stirlitz obejrzał się w jedną stronę - nikogo, potem w drugą - też nikogo.
- Pewnie mi się wydawało - pomyślał.

Stirlitz od dwóch dni nie pojawiał się w pracy. Gestapowcy, wysłani na poszukiwania, odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze pośród pustych butelek po wódce.
Na stoliku obok lampy leżał szyfrogram: „Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować”.

Stirlitz usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał mały kotek.
- Chcesz mleczka głuptasku? - czule powiedział Stirlitz.
- Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - odrzekł kotek.

Stirlitz kopnięciem otworzył drzwi i na palcach, cichutko zbliżył się do czytającego gazetę Müllera.

Müller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiają łyżkę w szklance z herbatą. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go do siebie na herbatę.
Stirlitz wsypał cukier do szklanki, zamieszał go, wyjął łyżeczkę, położył ją na spodeczku, po czym pokazał Müllerowi język.

Odcinek 333.
Stirlitz myśli.

- Stirlitz, ile jest dwa razy dwa? - zapytał Müller. Stirlitz wiedział, wiedział również że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wiedziała, więc musiał milczeć.

Stirlitz pojechał na wielką akcję w Alpy francuskie. Bladym świtem wyszedł przed schronisko, wyjął lornetkę i popatrzył przed siebie. Zobaczył mężczyznę z deskami na nogach i z kijkami w rękach.
- Pewnie to narciarz - pomyślał Stirlitz.

Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było.
- Pewnie nie sezon - pomyślał Stirlitz siadając na zaspie.

Stirlitz, spacerując zimą nad brzegiem jeziora, ujrzał na nim ludzi.
- Łyżwiarze - pomyślał Stirlitz.
- Stirlitz - pomyśleli wędkarze.

Stirlitz, spacerując latem nad rzeką, zauważył nad brzegu człowieka z wędką.
- Jak biorą? - zagadnął.
- Dobrze - odpowiedział człowiek.
- Wędkarz - pomyślał Stirlitz.

Müller, wglądając przez okno, ujrzał podążającego gdzieś Stirlitza.
- Dokąd on idzie? - pomyślał Müller.
- Nie twój zasrany interes! - pomyślał Stirlitz.

Stirlitz zobaczył ludzi w sowieckich mundurach, umazanych błotem twarzach, z pepeszami w rękach.
- Zwiadowcy - pomyślał.

Na korytarzu Stirlitz zobaczył Kathe, a za nią dwóch żołnierzy z karabinami i plecakami.
- Na wczasy - pomyślał Stirlitz.

Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył.
Uciekł przez wejście.

Stirlitz migiem uciekł przez okno.
Mig skrył się w chmurach.

- Jak wy się naprawdę nazywacie?
- Tichonow. - odpowiedział Stirlitz - A wy?
- Broniewoj.
- No, Müller, wkopaliście się!

Stirlitz dzwoni do Schellenberga i melduje:
- Parteigenosse Schellenberg, w tajnym sejfie Bormanna odkryłem dwie butelki „Stolicznej”.
- A co wy, Isajew, myślicie, że tylko wy tęsknicie za ojczyzną?

Stirlitz wpadł. Przesłuchują go:
- Ile jest dwa razy dwa?
Stirlitz wiedział, ile jest dwa razy dwa. Wiedział również, że oni wiedzą. Nie wiedział tylko, czy zdąży zawiadomić centralę.

- Stirlitz, powiedzcie proszę ...
- Proszę - odpowiedział Stirlitz, chcąc szybko udzielić odpowiedzi.

Stirlitza przesłuchuje gestapo. Zadali mu pytanie, na które nie znał odpowiedzi. Pobili go i wrzucili do celi. Stirlitz siedzi i się modli:
- Panie Boże, spraw żebym wiedział o co pytają. Bo inaczej mnie zabiją!!!

Idzie Stirlitz przez las i zobaczył w dziupli parę dużych, żółtych oczu.
- Dzięcioł - pomyślał Stirlitz.
- Sam jesteś dzięcioł - pomyślał Bormann.

W stołówce berlińskiego bunkra ustawiła się długa kolejka po kiełbasę. Nagle sprężystym krokiem wszedł Stirlitz, ominął wszystkich i kupił od razu trzy kilogramy.
- Ale z niego cham! - syknął Bormann do Müllera.
Oni jednak nie wiedzieli, że Bohaterów Związku Sowieckiego kolejka nie obowiązuje.

- Gdzie pan się tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? - spytał Müller.
- Na kursach NKWD - odpowiedział Stirlitz.
- Chyba nie powiedziałem nic tajnego - pomyślał.

- Stirlitz to sowiecki agent - rzekł Müller do Schellenberga - Musimy go zdemaskować. Niech pan stanie Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w głowę. Jeśli jest Rosjaninem zaraz się wygada.
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
- Ach, j... twoju mat'! - zaklął Stirlitz.
- Ubit'! - rozkazał Müller.
- Ciszej, towarzysze - syknął Schellenberg - Niemcy dokoła!

Stirlitz codziennie po powrocie do domu miał zwyczaj, upewniwszy się, że jest sam, otwierać drzwiczki ukrytego za obrazem sejfu, z którego wyciągał harmonie i butelkę wódki. Nalewał szklankę, wypijał i piec minut grał na harmonii. Potem odkładał wszystko na miejsce i zamykał sejf. Tego wieczora jednak sejf był pusty. Po chwili wahania Stirlitz wykręcił numer Müllera.
- To wy Stirlitz? - raczej dla formalności spytał Müller. - Pewnie telefonujecie w sprawie harmonii i wódki?
- Tak.
- Nic z tego! Nie tylko wy tęsknicie za ojczyzną...

- Heil Hitler! - pozdrowił Stirlitz Bormanna.
- Nie przesadzajcie, Isajew! - warknął Bormann.

Esesmani poszli się kąpać. Stirlitz zdejmuje mundur, a pod mundurem ma czerwony podkoszulek z sierpem i młotem. Müller pyta:
- Skąd macie taką koszulkę Stirlitz?
- A, to żona podarowała mi w Dzień Armii Radzieckiej - odpowiedział Stirlitz i pomyślał: „Czy aby nie powiedziałem za dużo?”

Stirlitz spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.
- Oho, osiemnaste mgnienie wiosny - pomyślał.

Stirlitz się zamyślił.
Spodobało mu się to, więc zamyślił sie jeszcze raz.

Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega:
może czapka-uszanka, może przypięty do piersi rosyjski order, a może ciągnący się za nim spadochron?

Stirlitz w Rosjii pozostawił żonę ale pisuje do niej listy.
Na wszelki wypadek pisze lewą ręką i po francusku.
Na wszelki wypadek ich nie wysyła.

Stirlitz jest już w Rosji, pije piwo pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
- Rozwodnione.
Na co sąsiad:
- Trzeba było gorzej szpiegować, pilibyśmy Heineckena.
2011-09-27 07:04
d3lux
Postów:
Trochę chamski mam....
Rolnik idzie do weterynarza po poradę.Wchodzi i pyta:
-Panie doktorze moje owce nie chco jeść.... co mam ja biedny zrobić?
Weterynarz odpowiada:
-musi pan wziąść swoje owce do lasu i wie pan ten tego....
Rolnik przytaknął, wrócił do domu i zapakował owce na Żuka i zrobił jak mu zalecił doktor.
Nic to nie dało, owce nie chciały jeść więc wrócił znów do weterynarza.
Weterynarz powiedział rolnikowi:
-niech Pan nie będzie taki nieśmiały, mówiłem Panu żeby Pan to zrobił w nocy a nie w dzień i napewno to pomoże. Na sto procent będą jeść.
Rolnik zapakował owce na Żuka i pojechał do lasu z owcami. Zrobił co trzeba i wrócił nad ranem.
Zmęczony położył się do łóżka. Po kilku godzinach żona budzi rolnika słowami: owce!!!! Owce!!!! Rolnik wstaje i pyta: i co? i co owce jedzą?
Żona na to- NIE. SIEDZĄ W ŻUKU I TRĄBIĄ.
2011-09-27 22:40
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
awaria samolotu, wpada pasażer do kabiny pilotów i mówi
- co mamy robić, spadamy, rozbijemy się
pilot- mamy kilka spadochronów wiec pare osób sie uratuje
pasażer- może najpierw kobiety
pilot- walić kobiety
pasażer- a zdążymy? :)

--------------

Wraca Jasio ze szkoły i pierwszym pytaniem jakim strzela w rodziców jest :
- Co to znaczy "robić loda"
Rodzice, którzy już dawno uzgodnili, że będą odpowiadać na każde "trudne"
pytanie
( bo po co ma dziecko szukać odpowiedzi na podwórku ), spojrzeli
porozumiewawczo na siebie i mama mówi
- Widzisz "robić loda" to brać penisa do buzi.
Na to ojciec
- Jakie brać, jakie brać...DAWAĆ. Syna przecież mamy!

---------

Egzamin na Wydział Prawa i Administracji na Uniwersytecie Gdańskim. Egzaminator do starającego sie:
- Dlaczego chce pan studiować właśnie prawo? I to u nas?
- Tato...nie wygłupiaj sie...

-----------

Plaza, morze, piekna pogoda. Na kocyku wspaniala laseczka posuwistymi,
erotycznymi wrecz pociagnieciami smaruje swoje idealnie opalone cialo. W
bliskim sasiedztwie tego "zjawiska", na rozpostartym reczniku lezy z
przymknietymi oczami facet w srednim wieku. Gdyby nie coraz bardziej
zwiekszajace sie gabaryty jego slipek, moznaby uznac, ze spi i kompletnie
nie zwraca uwagi na dziewczyne. Tym zachowaniem myli panienke, która
zerkajac na niego widzi tylko jego opuszczone powieki i juz bez zadnych
zahamowan wklada reke w stringi, kladzie ja na "swymlonie" i pólglosem
mówi:
- Ty mój skarbie najwiekszy, ty moja pieszczoszko. Mamusia pamieta, ze
wszystko ma dzieki tobie. I mieszkanie i samochód i spore oszczednosci.
Chcesz sie wykapac? Juz idziemy do wody.
Wstala i pobiegla w strone morza.
Facet otwiera oczy, unosi sie na lokciu i spogladajac w kierunku swojego
przyrodzenia warczy:
- Slyszysz , slyszysz? A ja przez ciebie stracilem wille, dobrze
prosperujaca firme i Mercedesa 600. I jeszcze musze placic alimenty w
trzech róznych miejscach kraju. Chcialbys sie z nia wykapac, co? - tutaj
przekreca sie na brzuch
- A piasek bydlaku zryj!

------------

Pewna pani wybrała się do Afryki na safari i zabrała ze sobą swojego pupila - pudelka. W trakcie wyprawy piesek wypadł z jeepa, czego nikt nie zauważył. Biegł za samochodem, biegł, biegł... ale nie dogonił. Nagle słyszy gdzieś za sobą szelest i kątem oka dostrzega zbliżającego się lamparta. Zadrżał ze strachu, przed oczami przeleciało mu całe
życie. Wtem jednak patrzy, a kawałek dalej w trawie leżą jakieś poobgryzane szczątki.
"Może nie wszystko stracone" - myśli pudelek i dopada do padliny. Lampart wyłazi z krzaków, patrzy - a tam jakiś dziwaczny mały stwór coś zajada, ciamka, mlaska. Lampart już - już ma na niego skoczyć, ale słyszy jak stwór mruczy do siebie: "Mmmm... jaki smaczny ten lampart... rarytas... mięsko palce lizać... a kosteczki - co za rozkosz...".
Lampart przeraził się i dał nura w krzaki. "Całe szczęście, że mnie nie widział ten mały diabeł, bo zeżarłby mnie jak dwa razy dwa" - myśli uciekając. Pudelek odetchnął, ale zauważył, że na drzewie siedzi małpa, która najwyraźniej obserwowała całą sytuację, bo minę ma zdziwioną. Nagle małpa puszcza się biegiem za lampartem i wrzeszczy. "Oj,
niedobrze" - myśli pudelek. "Ta cholerna małpa wszystko mu wygada. Co robić?"
Małpa faktycznie dopada lamparta i opowiada mu, jak to został wystrychnięty na dudka. Lampart wnerwił się strasznie.
Kazał małpie wsiąść mu na grzbiet i wrócić ze sobą na polankę, żeby byłaświadkiem tego, jak rozprawi się z tym stworem. Wracają, patrzą, a tam pudelek rozwalony na grzbiecie, dłubie w zębach pazurem i gada do siebie: "Gdzie do cholery ta małpa? Wysłałem ją po kolejnego lamparta, a ta cholera, nie wraca i nie wraca..."
[Ostatnio edytowany przez Przyjaciel_wiosny, 2011-10-18 19:37]
2011-09-29 05:39
oyasumi
Postów:
przeczytałem ten dowcip na forum społecznościowym;

Czym się różni byk od krowy?















Byk się uśmiecha jak go doisz. :D :lol:
2011-09-29 09:22
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
Pierwszy na rozmowę kwalifikacyjną do prezesa wchodzi ekonomista.
- Mam tylko jedno pytanie: ile jest dwa plus dwa?
- No, jeżeli spojrzymy na to pod kątem matematyki, to 4,
ale jeżeli weźmiemy pod uwagę zasadę zysków korporacyjnych...
- Dziękuję, skontaktujemy się z panem.
Następnie filozof.
- Mam tylko jedno pytanie: ile jest dwa plus dwa?
- Hmmmm, trzeba by się zastanowić nad symbolika liczby dwa...
można by zacząć od kultury antycznej albo nawet hinduizmu...
trzeba by też pomyśleć o aspektach znaczenia połączenia obu dwójek...
- Dziękuje, skontaktujemy się z panem.
Następnie wchodzi matematyk.
- Mam tylko Jedno pytanie: ile jest dwa plus dwa?
- Cztery.
- Dziękuję, skontaktujemy się z panem.
Ostatni wchodzi prawnik.
- Mam tylko jedno pytanie: ile jest dwa plus dwa?
Prawnik powoli wstał, podszedł do okna, zaciągnął żaluzje,
potem podszedł do drzwi i zamknął je na klucz.
Następnie wrócił na swoje miejsce, usiadł,
spojrzał prezesowi prosto w oczy i spytał:
- A ile ma być?
- Dziękuję. Jest pan zatrudniony.

------------

Młody chłopak dostał wreszcie ukochane prawo jazdy. Poprosił więc swojego ojca, pastora, o pożyczenie samochodu. Ten powiedział mu:
- Słuchaj, zawrzyjmy układ. Poprawisz trochę oceny w szkole, będziesz częściej czytał Biblię i zetniesz włosy to o tym pogadamy.
Po jakimś miesiącu chłopak przyszedł do ojca z tą samą sprawą i tym razem usłyszał:
- Synku jestem z ciebie naprawdę dumny. Poprawiłeś stopnie, dokładnie studiowałeś pismo, tylko wiesz, zetnij jeszcze te włosy.
- Ale tato - odpowiedział syn. - Czytam tę Biblię i wiesz, każda większa postać jak Samson, Mojżesz, Noe, ba, nawet Jezus, miała długie włosy..."
- No widzisz synku... i zasuwali na piechotę!

--------

Pewien dżentelmen miał żonę, kochankę i 100$. I pewnego razu poprosiła go kochanka:
- Kochanie, zrób mi dyliżans!
- Ale ja nie wiem jak to jest dyliżans...
- Na co mi kochanek co nie wie jak zrobić dyliżans?!
I odeszła. Tak więc dżentelmen poszedł do burdelu, dał tam 100$ i mówi:
- Zrób mi dyliżans!
- Co ja mam ci na marne 100$ robić dyliżans?!
I odeszła. Dżentelmen więc nieśmiało poszedł do żony i pyta:
- Kochanie...
- CZEGO?
- Czy mogłabyś mi zrobić dyliżans...?
- Co, JA jak ostatnia dzi**a mam ci robić dyliżans?!!
I odeszła. Tym sposobem dżentelmen pozostał bez żony, kochanki i 100$, ale przypomniał sobie, że ma taką ciotkę, znaną z różnych numerków erotycznych w przeszłości. Poszedł więc do niej na herbatkę i zapytał:
- Ciociu... O co właściwie chodzi z tym dyliżansem?
A ciocia:
- Ach, dyliżans, dylizans...!
I umarła.

------------

Przychodzi niemowa do apteki po prezerwatywy. Wchodząc zastanawia się jak "powiedzieć", że chce kupić prezerwatywy.

Po chwili podchodzi do lady ściąga spodnie, kładzie na ladzie interes i obok 10PLN.

Aptekarz spogląda na lade i po chwili również ściąga spodnie, kładzie interes na ladę i 10PLN. Interes aptekarza jest większy niż niemowy, więc aptekarz bierze swoje 10PLN i niemowy. Niemowa na to oburzony:
"mmmm...mmmm...mmm!!!"
Na co aptekarz:
"Jak nie umiesz przegrywać to się nie zakładaj".
2011-10-05 07:56
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
Kubuś Puchatek, jak to prawdziwy niedźwiedź, zapadał na zimę w sen zimowy ssąc łapę. Prosiaczek, jak to prawdziwa świnia, bezwstydnie to wykorzystywał.

--------

Zasady gry w golfa sypialnianego

Gracz musi posiadać własny sprzęt: kij i dwie piłki.
Gra na polu rozpoczyna się po otrzymaniu zezwolenia od właściciela dołka.
W odróżnieniu od golfa trawiastego w golfie sypialnianym grający ma wprowadzić kij do dołka a piłki pozostają na zewnątrz. Regulaminowy sprzęt ma posiadać twardy trzonek. Właściciel dołka posiada prawo sprawdzenia twardości trzonka kija przed rozpoczęciem gry. Właściciel pola ma prawo ograniczenia długości kija w celu uniknięcia uszkodzenia dołka. Zasada gry jest wprowadzenie kija jak największa ilość razy aż do momentu, gdy właściciel pola będzie zadowolony i tak grający jak i właściciel pola uznają grę za zakończona. Nie uzyskanie pozytywnego rezultatu może spowodować, ze grający nie uzyska w przyszłości zezwolenia do gry na polu. Za sprzeczne z dobrymi zasadami uważa się rozgrywanie dołka niezwłocznie po przybyciu na pole. Doświadczeni gracze poświęcają znaczna ilość czasu na podziwianie pola. Specjalnie dużo uwagi przyciągają zwłaszcza wspaniale ukształtowane bunkry.
Ostrzega się grających przed opowiadaniem właścicielowi pola, na którym aktualnie ma być gra o innych polach, na których grający grał lub gra regularnie. Wyprowadzony z równowagi właściciel pola może uszkodzić sprzęt gracza.
Gracz winien zawsze dokładnie sprawdzać czy jego czas gry jest właściwie ustalony, zwłaszcza gdy gra ma się odbyć na polu po raz pierwszy. Znane są przypadki zdenerwowania graczy, którzy stwierdzili, że inny gracz gra na polu uznanym za jego własne.
Każdy gracz powinien wiedzieć, że pole nie zawsze jest dostępne do gry. Niektórzy gracze czują się niezadowoleni jeżeli stwierdzą, że pole czasowo nie nadaje się do gry. Zaawansowani gracze stosują w tym przypadku grę alternatywną.
Gracz winien otrzymać zezwolenie właściciela pola do gry na tylnym dziewiątym dołku.
Regulamin zaleca powolna grę, grający musi jednak być przygotowany do szybszego tempa gry przynajmniej okresowo jeżeli takie będzie życzenie właściciela pola.
Zagranie gry kilka razy w czasie tego samego meczu jest porównywalne z "hole in one" w golfie trawiastym.

---------

Spotykają się dawaj zamożni panowie i rozmawiają jak to dwaj dobrzy kumple:
-Co tam słychać u Ciebie?? Jak było na wczasach w Tunezji??
-A wiesz nawet ok., słuchaj a jak tam Twoja nowa bryka, bo słyszałem że BMW M5 nie ma takiego koloru tapicerki jak się ostatnio chwaliłeś
-Zgadza się w salonie wprowadzili mnie w błąd. Słuchaj a jak tam budowa basenu?
-Nie dostałem pozwolenia na plebani.

--------


Typ wstaje rano po imprezie, idzie do łazienki i staje przed lustrem. Gapi się w swoje odbicie, drapie się po brodzie - myśli. Nagle z kuchni dobiega głos:
- Paweł, śniadanie!
- Paweł!!! Wiedziałem!!!

---------

Budzi się student rano na kacu, przypomniał sobie, ze ma dzis egzamin. Mysli: nie pojdę, po co? i tak nie zdam. Ale intuicja mu podpowiada: idź, idź... Poszedł. Stoi juz przed drzwiami do sali egzaminacyjnej i znow mysl: Nie kurde, nie wchodze. Skacowany jestem, nic nie umiem, tylko głupka z siebie zrobię! Ale intucja mowi: wejdź, wejdź... Wszedł. Na stole leża zestawy pytan. Student zastanawia się, który by tu zestaw wybrać... Intuicja mowi: nr trzy, trzy... Wziął zestaw tzreci, otwiera. Student: o cholera!!! a intuicja: Ja pi***rze!!!

----------

Rzeźnik miał syna, mało rozgarniętego, ale jedynego więc chciał mu przekazać dorobek życia. Prowadzi go do fabryki i mówi:
- Zobacz, synu tu jest maszyna. Wkładasz do niej barana, wychodzi parówka, kapujesz ?
- Nie.
- No, kurde, co tu do nierozumienia, baran, maszyna, parowka - kapujesz?
- Nie.
- No ja nie mogę - patrz tutaj: tu wkładasz barana. Chodź na drugą strone - widzisz, wychodzi parówka. Kumasz - nie?
- Tato, a jest taka maszyna, gdzie wklada się parówke a wychodzi baran?
- Tak - twoja matka!
[Ostatnio edytowany przez Przyjaciel_wiosny, 2011-10-18 19:39]
2011-10-07 12:10
Przyjaciel_wiosny
Moderator
Postów:
Misiu z Zajączkiem złapali złotą rybkę i of coz rybka do ze nich starym tekstem, że 3 życzenia i w ogóle, tylko wypuśćcie ją. Na to Misiu:
- Chciałbym żeby w naszym lesie były same niedźwiedzice tylko ja sam jeden niedźwiedź.
Rybka myk-bzyk i w lesie same niedźwiedzice i żadnego samca prócz Misia.
Teraz kolej Zajączka:
- A ja chciałbym motorek.
Miś na niego gały wywalił, rybka mało orła nie wywinęła, ale cóż. Myk-bzyk i Zajączek już ma motorek. Misiu podjarany, ciągnie dalej:
- Ja to bym chciał, żeby w całej Polsce były same niedźwiedzice, tylko ja sam jeden niedźwiedź.
Rybka myk-bzyk i w Polsce same niedźwiedzice i żadnego samca prócz Misia.
Zajączek skromnie poprosił o kask. Myk-bzyk Zajączek w kasku. Misiu podjarany wali:
- Rybka, ja to bym chciał, żeby na całym świecie były same niedźwiedzice, tylko ja sam jeden niedźwiedź.
Rybka myk-bzyk i na całym świecie same niedźwiedzice i żadnego samca prócz Misia. Misiu cały happy i napalony jak buhaj po urlopie, leje z Zajączka. Zajączek wsiadając na motorek, rzuca na odchodnym:
- A ja bym chciał, żeby Misiu był gejem.

---------

opis dziewczyny z 13 lutego:
"dziękuje za wspaniałe 46 miesięcy - kocham CIĘ Kiss"
następnego dnia:
"zj**ane 4 lata życia

----------

Niedzwiedz i zajaczek zawsze razem chodzili na wodke.
Ktoregos dnia przychodzi niedzwiedz do zajaczka i mowi:
chodzi idziemy troche sobie wypijemy, na to zajaczek:
ja z Toba Niedzwiedz nie pije,bo ty mnie zawsze bijesz jak jestes pijany,
na to niedzwiedz:no zajeczek obiecuje Ci ze juz nigdy Cie nie uderze,przysiegam i dalej chodz idziemy na wodke.No i poszli...
Rano zajaczek budzi sie u niedzwiedzia w łozku,cału posiniaczony,poobijany,zakrwawiony no i pyta niedzwiedzia:no co jest przeciez obiecałes,na to niedzwiedz:
Słuchaj zajaczek ze ,obzygałes mi poł domu...wybaczyłem Ci
ze wyzwałes moja stara od k... dz.... itd. ... wybaczyłem Ci
ale jak nasrałes na środku łózka wsadziłes w to 3 kredki i powiedziałes ze jeżyk spi z nami to juz nie wytrzymałem!!!

----------------

Para zakochanych siedzi w parku, całują się, rozmawiają nagle dziewczyna:
- Kochanie, boli mnie rączka.
Chłopak całuje ją w rękę:
- A teraz?
- Teraz już nie, ale zaczął mnie boleć policzek!
Chłopak całuje ją w policzek:
- A teraz?
- Hi, hi! Teraz już nie, ale zaczęły mnie usta boleć.
Chłopak całuje ją w usta:
- A teraz?
- Już nie.
Na to staruszek siedzący niedaleko na ławce:
- Przepraszam, a czy hemoroidy też pan leczy?

----------


Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:
- No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę.
- Jedną, szefie.
- Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
- Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
Szefa zatkało.
- Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
- No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby...
- Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
- Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
- I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
- Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby...

--------

Ranek w akademiku. Student pierwszego roku mówi:
-chodźmy na zajęcia!
Student drugiego roku na to:
-Eee, pośpijmy jeszcze...
Student trzeciego roku:
-Może skoczymy na piwo??
Student czwartego roku:
-Może od razu na wódke?
Nie mogli sie dogadać, więc poszli do studenta piątego roku, by ich rozsądził. Ten zarządził:
-rzućmy moneta. Jak wypadnie orzeł, pijemy wódkę. jak reszka idziemy na piwo. Jak stanie na kancie - śpimy dalej. Jak zawiśnie w powietrzu - idziemy na zajęcia
2011-10-09 13:22
Idź do strony 1Idź do strony 112345Idź do strony 3Idź do strony 5

Do góry

e-Indeks to jedyny indeks jaki obowiązuje w WSL. Zaloguj się na swoje konto studenta, aby sprawdzić oceny, płatności za studia, czy komunikaty dziekanatu.

Internetowe forum WSL, to miejsce spotkań studentów. Jeśli rozpoczynasz studia w WSL, to właśnie tutaj znajdziesz nowych kolegów z tej samej grupy :-)