opcje
Wyższa Szkoła Logistyki / Aktualności / Wschód to falowanie
drukuj

Wschód to falowanie

2018-01-29 13:24

Rozmowa z Ryszardem Grzebielucha, prezesem Polfrost Internationale Spedition.

Wschód jest dla polskich firm trudnym wyzwaniem?

To dla nas naturalny rynek, na którym możemy się rozwijać. Na Zachodzie polskie firmy mają właściwie status podwykonawców. Na Wschodzie jest inaczej i w tym sensie jest to dla nas wyzwanie. Polfrost  zaczynał jako firma dystrybucyjna na rynku zachodnioeuropejskim, ale z czasem weszliśmy do krajów byłego Związku Radzieckiego i zdobywaliśmy tam coraz mocniejszą pozycję. Dzisiaj większość transportowanych tam przez nas towarów nie powstaje już na Zachodzie, ale w Polsce i na wschodzie. 

Wschód to łakomy kąsek dla polskich firm? Bo z jednej strony to wciąż mało nasycony rynek, ale z drugiej bardzo upolityczniony.

To prawda, tam wszystko zależy od polityki. Jeśli Władimir Putin uzna, że z Zachodem nie ma się co kłócić, tylko współpracować, to wtedy rzeczywiście jest to rynek perspektywistyczny. Na razie sytuacja jest zamrożona i wszyscy czekają na decyzje polityczne. Jak długo to potrwa, trudno powiedzieć. Wszystko jest w rękach Putina. 

Warsztaty z prezesem Polfrost

Polfrost działa nie tylko w Rosji, ale również w dawnych poradzieckich republikach azjatyckich. Duże różnice kulturowe, mentalne, infrastrukturalne...

To jest, mówiąc najkrócej, świat postsowiecki. Uzbekistan lub Tadżykistan to kraje, w których istnieje silny wpływ islamu, klanowość. Biznes w państwach Azji Środkowej wygląda zupełnie inaczej niż w świecie zachodnim i nam, Europejczykom, trudno go zrozumieć. Mimo wszystko cały teren byłego Związku Radzieckiego to jednak kultura postradziecka, bo przecież ta rosyjsko-carska, została wytępiona. Język rosyjski jest tam nadal językiem urzędowym, a co ważniejsze, językiem biznesu. Rzeczywiście jest to rynek specyficzny i delikatny. Bardzo łatwo kogoś urazić nieodpowiednim zachowaniem. Cały Wschód jest bardzo specyficzny, ale kraje Azji Środkowej najbardziej.

Polfrost idealnie „wstrzelił się” w okres rozwoju tego obszaru po upadku Związku Radzieckiego. Lata dziewięćdziesiąte były czasem bardzo dynamicznego rozwoju biznesu w Rosji i dawnych państw postsowieckich. Ale później nastąpił krach. Zabolało?

Bardzo, ale ja już przeżywam trzecie załamanie na Wschodzie. W Polsce często narzekamy, ale w porównaniu z ostatnim ćwierćwieczem na Wschodzie, żyjemy w warunkach cieplarnianych. W końcu od 25 lat mamy w Polsce nieprzerwany wzrost. Gdy w 2009 roku polskie PKB rosło tylko o 0,4 procent, to uważaliśmy, że mamy gigantyczny kryzys. Tymczasem na Wschodzie występuje falowanie. Przykładem rok 1998. Do sierpnia tego roku wszystko się kręciło i nagle stanęło. Całkiem dosłownie. Za to cena dolara skoczyła nagle z 6 do 18 rubli. To tak, jakby Polacy nagle musieli zacząć płacić za euro nie 4, ale 12 złotych. Wyobraża pan sobie, jak reagowaliby na taki wzrost polscy przedsiębiorcy?! To był najgorszy kryzys, nasze obroty spadły nagle z około 1 miliona dolarów do zaledwie 50 tysięcy dolarów! To są zjawiska, które w normalnej gospodarce po prostu się nie zdarzają. A na Wschodzie – owszem. Podobnie było w 2009 roku. Kryzys dotknął wówczas i Stany Zjednoczone, i Europę, ale na Wschodzie był znacznie głębszy. Obroty spadły o 60 procent.

Zachód poradził sobie z tym kryzysem dość szybko. Na Wschodzie on cały czas trwa.

Na to nałożyła się wojna z Ukrainą i, jak to mówią w Rosji, „powrót Krymu do Macierzy”. Dodatkowo, ten konflikt rozerwał połączenia, bardzo głębokie, między Rosją i Ukrainą, a echa tego zjawiska dotknęły nie tylko oba skonfliktowane kraje, ale cały obszar postsowiecki. Do 2014 roku nasze ukraińskie i rosyjskie biura świetnie współpracowały i doskonale się rozumiały. Nie było żadnych problemów. A nagle, z dnia na dzień, ta współpraca całkowicie ustała. W efekcie towary z Ukrainy do Rosji, czy też odwrotnie, musimy wozić przez Białoruś. Nie tylko dlatego, że bezpośredni transport jest zakazany. Także dlatego, że na przykład celnicy rosyjscy widząc towar z Ukrainy po prostu go przez całe tygodnie nie odprawiają. Bezpieczniej i szybciej korzystać więc z kierunku białoruskiego.

Zwłaszcza jeśli chodzi o żywność.

Kiedyś rzeczywiście zaczynaliśmy od transportu żywności, w tym się specjalizowaliśmy. Ale teraz, ze względu na embargo, właściwie tego nie robimy. Naszą specjalnością stał się transport materiałów budowlanych oraz – ze Wschodu na Zachód – surowców. 

warsztaty z prezesem Polfrost

Jak to wygląda w praktyce? To są transporty kombinowane czy samochodowe?

Transport na Wschodzie opiera się przede wszystkim o kolej. Dlatego są to albo przewozy kolejowe, albo kombinowane, czyli kolejowo-samochodowe. Samochodami dowozimy towary z Europy, a później w terminalach przeładunkowych ładujemy to do wagonów i wysyłamy na wschód. Surowce, które przywozimy ze wschody przeładowujemy w Polsce na wagony, ale korzystamy też ze szlaków wodnych.

Czy we wspomnianych republikach środkowo-azjatyckich widać wpływy chińskie?

W Kazachstanie prezydent Nursułtan Nazarbajew prowadzi bardzo zręczną politykę. On oczywiście nie jest popularny na Zachodzie, gdzie uważa się go za autokratę. Trzeba jednak powiedzieć, że z jednej strony Nazarbajew ma Rosję, którą na razie zręcznie ogrywa. Z drugiej strony są Chiny, które mogą go połknąć. Chiny mają Xin Chiang, czyli okręg Urunchi, gdzie Ujgurów jest więcej niż Kazachów. Xin Chiang to było kiedyś chińskie, górskie miasto, a teraz przywieziono tam 2 miliony Chińczyków. Wydobywają węgiel, budują elektrownie, tworzą przemysł chemiczny i właściwie do Kazachstanu mówią tak: my wam wszystko sfinansujemy, wszystko zbudujemy, tylko musicie nas wpuścić. Nazarbajew niby się zgadza, ale nic w tym kierunku nie robi. Prezydent Kazachstanu bardziej niż Pekinu obawia się jednak Moskwy, bo przecież ona może wjechać tam czołgami, a później ogłosić referendum, które wykaże, że obywatele chcą przyłączenia Kazachstanu do Rosji.

W Europie dużo się mówi o Nowym Jedwabnym Szlaku, wielkim chińskim projekcie infrastrukturalnym, który ma połączyć Państwo Środka z Europą. Czy ten projekt się urzeczywistnia?

Z polskiego punktu widzenia Nowy Jedwabny Szlak jest wielką szansą, możemy na tym projekcie sporo wygrać i to nie tylko, jako kraj tranzytowy. Chińczycy są zdeterminowani, aby go zrealizować, bo ich gospodarka jest nastawiona na eksport. Tymczasem dzisiaj towary idą przede wszystkim drogą morską, co zajmuje przynajmniej 40 dni. Długo, w dobie Internetu zbyt długo, bo nikt nie chce czekać półtora miesiąca na zamówiony przez Internet towar. Jedwabny Szlak ma zmniejszyć ten okres do 14 dni. Ale to nie koniec. Chińczycy myślą o wybudowaniu szybkiej kolei, co oznaczałoby skrócenie czasu oczekiwania do 5-6 dni. 

To realne?

Pamiętam, jak w 2013 roku Chińczycy uruchomili pierwsze kolejowe połączenie z Europą. Wówczas wydawało się to mrzonką. Ale dzisiaj na tej trasie jeździ dziennie sześć pociągów.

Rozmawiał Piotr Gajdziński
 

Wróć

Do góry

e-Indeks to jedyny indeks jaki obowiązuje w WSL. Zaloguj się na swoje konto studenta, aby sprawdzić oceny, płatności za studia, czy komunikaty dziekanatu.

Internetowe forum WSL, to miejsce spotkań studentów. Jeśli rozpoczynasz studia w WSL, to właśnie tutaj znajdziesz nowych kolegów z tej samej grupy :-)